Koniec hegemonii dolara - część 2

Początek instrumentów pochodnych


Bardziej niż inne produkty finansowe, instrumenty pochodne są odpowiedzialne za zniszczenie zachodniego systemu bankowego. Tutaj postaramy się pokazać, jak to się zaczęło i jaka jest ich trująca rola w niszczeniu obecnego systemu bankowego rodem z Zachodu. Mniej więcej na początku lat 80-tych, pomiędzy Bankiem Światowym a IBM została zawarta umowa o wymianie walut. Wyglądało to tak.


Bank Światowy potrzebował pożyczyć około 8 miliardów dolarów rocznie w różnych walutach, aby sfinansować program pożyczkowy banków dla krajów rozwijających się, i szukał najtańszych stóp procentowych, po których mógłby pożyczać, we frankach szwajcarskich i marce niemieckiej. Bank Światowy nie chciał pożyczać tak dużo w tych walutach, żeby ich nie przeciążać.  Firma z Wall Street, Salomon Brothers miała za klienta IBM, który miał duże kredyty we frankach szwajcarskich i markach niemieckich, których już nie chciała, ale nie mogła się ich pozbyć. Bank Światowy zaciągnął więc kredyt w dolarach i zamienił go na pożyczki IBM. IBM płacił Bankowi Światowemu odsetki i kapitał od kredytu dolarowego, a Bank Światowy płacił IBM odsetki i kapitał od kredytów we frankach szwajcarskich i markach niemieckich. IBM pozbył się swoich pożyczek z zyskiem, a Bank Światowy uzyskał pożądaną pożyczkę zagraniczną bez denerwowania banków centralnych Szwajcarii i Niemiec.


Wprawdzie nie był to pierwszy swap w historii, ale przy udziale dwóch tak znanych firm, reszta świata finansowego zwróciła na to uwagę. Od tego momentu rynek wystrzelił jak rakieta balistyczna. Wkrótce po zawarciu umowy między Bankiem Światowym a IBM, kilku bankierów zdało sobie sprawę, że swapy mogą być wielkim, lukratywnym biznesem - największą grą w pokera w mieście. Zdesperowani, aby nie zostać pominiętymi, przejęli rynek w ciągu trzech lat. Na początku działali po prostu jako pośrednicy w zawieraniu małżeństw, ale szybko zauważyli, że więcej pieniędzy można zarobić, biorąc jedną stronę swapu. Było to wygodne dla wszystkich, ale stanowiło też niebiańską okazję dla banków komercyjnych, które borykały się z kłopotliwym problemem utraty miliardów kredytów dla Ameryki Łacińskiej i Trzeciego Świata. Bankierzy zaczęli szukać bardziej wiarygodnych kredytobiorców gdzie indziej. Na domiar złego, banki centralne zaostrzyły przepisy regulujące bezpieczeństwo banków, co jeszcze bardziej zaostrzyło te poszukiwania. Władze bankowe przestraszyły się sposobu, w jaki kryzys zadłużenia w Ameryce Łacińskiej poważnie osłabił światowy system bankowy, a ponieważ rynki finansowe szybko się umiędzynarodowiły, zapragnęły również wspólnego zestawu zasad, które miałyby obowiązywać wszystkie banki, tak aby cały sektor grał w tę samą grę. 


Nowe przepisy wymagały od banków posiadania wyższego niż dotychczas poziomu kapitału podstawowego na zabezpieczenie udzielanych kredytów, co utrudniało im życie. Aby spełnić te wymogi, banki musiały albo zgromadzić więcej kapitału, albo udzielać mniej kredytów. Większość zrobiła jedno i drugie. Jednak skutkiem odkładania większej ilości kapitału na mniejszą ilość kredytów było zmniejszenie ich zysku z działalności kredytowej. Oczywiste jest, że aby utrzymać swoją rentowność musieli znaleźć nowe sposoby zarabiania pieniędzy.


Koniec hegemonii dolara - część 1 (altershot.tv)


Odpowiedzią na potrzeby graczy z branży były swapy. Banki mogły zarabiać pokaźne opłaty na sprzedaży swapów dokładnie tym samym klientom, którym udzielały pożyczek - firmom, innym bankom, rządom - ALE SWAPY NIE SĄ POŻYCZKAMI! Jeśli bank dokonał z firmą swapu na 100 milionów dolarów, to w rzeczywistości nie przekazał jej 100 milionów dolarów. Kontrahenci po prostu wymienili swoje płatności odsetkowe. Ponieważ swap nie był kredytem, nie był wliczany do kapitału banku, tak jak kredyty. Był "pozabilansowy" i nie podlegał nowym zasadom proponowanym przez banki centralne. Bank mógł teoretycznie dokonywać nieograniczonej liczby swapów bez obawy, że nie ma wystarczającego kapitału.


Na początku Citibank robił małe swapy przy wielkich prowizjach. Potem, jak to zwykle bywa w bankowości, zapanowała mentalność owcy. Reszta branży zobaczyła, jak wielkie zyski osiągają pionierzy i poszła w ich ślady. W początkowym okresie (1981/2), 50 milionów dolarów liczyło się jako duży swap procentowy, ale prowizje były tak duże, że pierwsze banki, które weszły w ten biznes, zarabiały krocie. Ponieważ rynek szybko stał się orgią wymiany z bankami w centrum, wielkość transakcji wzrosła. W połowie lat 90. wymiana o wartości 1 miliarda dolarów nie wzbudzała już zainteresowania, a konkurencja spowodowała, że opłaty spadły do ułamka tego, co kiedyś. W ten sposób swapy stały się najpopularniejszymi instrumentami finansowymi na świecie. W 1986 r. wartość wszystkich swapów wynosiła około 150 miliardów dolarów. Do 1995 roku było to około 30 TRYLIONÓW dolarów, co czyniło je z łatwością największym elementem rynku instrumentów pochodnych. Do 2020 roku rynek ten zbliżył się do około 500 TRYLIONÓW dolarów!


Nowy Jork i Londyn dzielą ten ogromny biznes między siebie: Nowy Jork dla swapów procentowych, Londyn dla swapów walutowych ze względu na swoją pozycję stolicy światowych rynków walutowych.


Dodatkowym problemem było to, że większość traderów wciąż zamieszkiwała technologiczną epokę kamienia łupanego. Nieliczni potrafili wykonywać skomplikowane obliczenia w głowie, ale nie było modeli komputerowych ani skomplikowanych programów do przeprowadzania coraz bardziej katorżniczych obliczeń związanych ze swapami i innymi instrumentami pochodnymi. Najbardziej zaawansowanym sprzętem, jakim dysponowali traderzy, był kieszonkowy kalkulator. W połowie lat 80. żaden szanujący się kwantyfikator instrumentów pochodnych, handlowiec czy sprzedawca na jakimkolwiek rynku nie mógł rozsądnie oczekiwać, że pozostanie w grze bez komputera.

 

Obligacja strukturyzowana


Obligacja strukturyzowana to złożony instrument pochodny zaprojektowany w celu wykonania określonego zadania dla konkretnego klienta. Takie instrumenty są kwintesencją rynku instrumentów pochodnych. Ponieważ nie są one standaryzowane, występują we wszystkich kształtach i rozmiarach. Niemal od samego początku istnienia obligacje strukturyzowane stawały się coraz bardziej skomplikowane, rozbudowane i z czasem coraz bardziej bezsensowne.


Kłopot ze "zwykłymi" instrumentami pochodnymi, takimi jak zwykłe swapy procentowe, polega na tym, że kiedy każdy międzynarodowy bank na świecie zajmuje się takimi instrumentami, marże zysku stają się przerażająco niskie. Z drugiej strony, nowe instrumenty zawsze osiągają wysoką cenę. Banki zaczęły sprzedawać swoim klientom kontrakty terminowe i opcje, następnie opcje na kontrakty terminowe, opcje na swapy, kontrakty terminowe na swapy z dołączonymi opcjami, i tak dalej. Wydawało się, że liczba produktów, które można wymyślić, jest nieograniczona.


Stworzenie obligacji strukturyzowanej było kwestią czystej matematyki - wzory były tak długie, że zajmowały 2 lub 3 strony papieru A4. Banki zamieniły się w laboratoria finansowe, prowadząc coraz bardziej skomplikowane eksperymenty z nowymi formami instrumentów pochodnych. "Naukowcy rakietowi", czyli kwantowi/ilościowi, posuwali matematykę finansów do coraz większych granic wyrafinowania. Niczym w laboratorium pełnym szalonych biologów, ilościowi analitycy spędzili ostatnie 2 dekady na rozcinaniu rynków skalpelem matematyki, izolując i wyodrębniając różne ryzyka, a następnie analizując je pod mikroskopem, aby zobaczyć, co zawierają. W tym miejscu naprawdę zaczyna się złożoność instrumentów pochodnych, które są praktycznie "wyrazem ryzyka" na rynku. Po wyizolowaniu konkretnego ryzyka i znalezieniu sposobu na umieszczenie na nim ceny, można je opakować i sprzedać indywidualnie. Kontrakt futures "plain vanilla" na giełdzie jest właśnie taki. Ale kwanty poszły dalej. Kiedy byli już w stanie rozebrać ryzyko na części, mogli je zmieniać, mieszać i łączyć ze sobą w zupełnie nowe struktury.


Pozwolę sobie uprościć tę kwestię na przykładzie:


Załóżmy, że brytyjski inwestor spodziewa się wzrostu japońskiego rynku akcji i spadku amerykańskiego rynku akcji i chce skorzystać z różnicy. Zamiast przeprowadzać długą i kosztowną serię oddzielnych transakcji akcjami, opcjami i walutami, bank może mu teraz sprzedać jeden instrument pochodny zawierający opcję kupna na indeks giełdy w Tokio, opcję sprzedaży na indeks nowojorski oraz zabezpieczenie walutowe, które ochroni jego zysk w funtach szterlingach. Instrument ten łączy różne aktywa i rynki ściślej niż kiedykolwiek wcześniej, ale inwestor nigdy nie ponosi kosztów i nie jest narażony na komplikacje związane z zakupem rzeczywistych akcji w Japonii lub USA. To, co jest przedmiotem obrotu, to ryzyko związane z ich ruchem.


Nigdzie na rynku obligacji strukturyzowanych nie było bardziej spektakularnej i niepotrzebnej innowacji, która spowodowała więcej finansowego bólu, niż na rynku amerykańskich obligacji hipotecznych. Banki zbierały hipoteki i umieszczały je w funduszu powierniczym, który wypłacał odsetki i kapitał pochodzący z hipotek. Inwestorzy mogli kupić część funduszu powierniczego, czyli prawo do udziału w tych wypłatach. Ich udział nazywany był Collateralized Mortgage Obligation(Obligacje hipoteczne), lub CMO. Ale gdy więcej banków dostrzegło zyski i weszło na rynek, aby zdobyć kawałek, dodatkowa konkurencja spowodowała nieubłagany spadek marży. Aby utrzymać napływające pieniądze, banki po prostu przyspieszyły przepływ transakcji.  Oznaczało to jednak konieczność znalezienia nowych klientów, którym można by sprzedać papiery wartościowe oparte na kredytach hipotecznych, co z kolei zachęciło analityków do stworzenia nowych instrumentów, które spodobałyby się inwestorom. Im bardziej skomplikowane były wynalazki naukowców rakietowych, tym trudniej było określić ich wartość. Konkretny bank może być jedyną instytucją na świecie, która jest w stanie rozplątać dany instrument pochodny, bo to on go w pierwszej kolejności stworzył. Wśród tych, którzy nie rozumieli i nie mogli tego zrozumieć, była większość inwestorów. Często nie mieli oni pojęcia o rzeczywistej wartości tego, co im sprzedawano, co ułatwiało bankom nakładanie wysokich opłat na ich nowe instrumenty.


W 1994 roku Fed podniósł stopy procentowe, powodując ogromną implozję rynku CMO. Inwestorzy w całej Ameryce mogli tylko stać i patrzeć w osłupieniu, jak instrumenty, które uważali za bezpieczne, eksplodowały na ich oczach. Wielu z nich nie powinno było w ogóle kupować CMO. Byli to durnie jakich szukali bankierzy inwestycyjni i w końcu ich znaleźli. Byli to głównie zarządzający funduszami inwestycyjnymi, którzy szukali sposobów na podniesienie swoich wyników do poziomu, do którego przywykli w latach osiemdziesiątych, a to spowodowało ich uzależnienie od wysokodochodowych obligacji - lub rzeczy, które wyglądały jak wysokodochodowe obligacje, dopóki nie zmieniły się warunki rynkowe i nie wybuchły jak granaty ręczne. W większości przypadków fundusze nie rozumiały, co kupiły. Nie miały do tego odpowiedniej wiedzy, a i brokerzy - z których wielu nie potrafiło tego lepiej zrozumieć - nie potrafili tego wyjaśnić. Zgliszcza były imponujące.


Równanie łączące wiedzę, władzę i zysk rzadko było stosowane tak bezwzględnie, jak na rynku instrumentów pochodnych, a banki wykorzystywały swoją władzę i wiedzę do dość bezwzględnego czerpania zysków ze swoich klientów. Inwestorzy potrzebowali wielu miesięcy, aby zorientować się, że banki działały jako drapieżniki, a nie doradcy. To trwale zniszczyło zaufanie między inwestorami a bankami.


Naukowcy rakietowi naprawdę odcisnęli swoje piętno. Nie ulega wątpliwości, że wielu inwestorów było chciwych i podejmowało nierozsądne ryzyko, ale prawdą jest również to, że dzięki nowym instrumentom finansowym, które im oferowano, często nie rozumieli oni podejmowanego ryzyka. Mało kto to rozumiał (zwłaszcza wyższe kierownictwo banków). Setki firm, które straciły pieniądze inwestując w skomplikowane instrumenty pochodne, znalazły pomysłowe sposoby na ukrycie tego faktu w swoich księgach rachunkowych.


Banki stają się swoimi własnymi klientami


Ledwie opanowany chaos operacji na instrumentach pochodnych banków jest niepokojący ze względu na kluczową rolę, jaką banki odgrywają na rynku. Gdy w latach 80. i 90. zaczęły one wykorzystywać instrumenty pochodne jako nowe ważne źródło zysków, stały się największymi użytkownikami na świecie, przekształcając się ze zwykłych kredytodawców w hazardzistów. Zamiast przekazywać swój kapitał do wykorzystania przez innych, zaczęły same wykorzystywać go do obstawiania zakładów na rynkach finansowych. Konserwatywne, ostrożne banki zachowywały się bardziej jak hazardziści w kasynie. Zwiększając niebezpieczeństwo upadku pojedynczych banków, zwiększyło to również kruchość systemów bankowych, osłabiając ich odporność na nieoczekiwane wstrząsy.


Zmieniło to również charakter rynków finansowych. Weźmy na przykład swapy. Rynek ten rozrósł się do około 500 bilionów dolarów. Liczba nawet 500 bilionów dolarów jest myląca, ponieważ jest to tylko "hipotetyczna kwota" kapitału pozostającego do spłaty w swapach. Rzeczywista kwota ryzyka (pieniądze, które zostałyby utracone, gdyby coś poszło nie tak) jest znacznie mniejsza. Jeśli bank podejmuje się swapu procentowego o wartości 100 milionów dolarów, to te 100 milionów dolarów jest kwotą hipotetyczną. Ale bank w rzeczywistości nie przekazał nikomu pieniędzy, tak jak zrobiłby to w przypadku pożyczki. Jedyne co zrobił, to uzgodnił z kimś innym wymianę płatności odsetkowych od 100 milionów dolarów. Jeśli więc kontrahent zbankrutuje, bank nie straci kapitału, a jedynie przyszłe płatności odsetkowe. Rzeczywista kwota ryzyka na rynku swapów stanowi zatem jedynie niewielki ułamek (około 1-3%) z 500 bilionów dolarów. Nie ma powodów do obaw - mówią bankowcy.


Chociaż prawdą jest, że kwota ryzyka jest mniejsza, argument ten ignoruje samą wielkość liczb. BIS szacuje, że zastąpienie wszystkich swapów po obecnych stawkach rynkowych kosztowałoby około 1%. Przy wartości nominalnej instrumentów pochodnych wynoszącej 500 bilionów dolarów nawet 1 % przekłada się na 5 bilionów dolarów!!!  20 największych banków ma łącznie znacznie mniejszą bazę kapitałową. W przypadku wybuchu ten kapitał zostanie wymazany w ciągu kilku godzin. Potem następuje załamanie systemu bankowego. Jak często w przypadku instrumentów pochodnych, ta liczba jest nieco lepsza od hipotezy. Jeśli warunki rynkowe ulegną pogorszeniu, koszt odtworzenia (kwota narażona na ryzyko) będzie wyższy. Gdyby warunki były katastrofalne, mogłoby się okazać, że banki nie są w stanie zastąpić swapów, które nie zostały dostarczone, a w takim przypadku potencjalne straty nie są warte rozważenia. Ryzyko stanowi 500 bilionów dolarów, jeśli weźmiemy pod uwagę, że rynek swapów i instrumentów pochodnych jest jednym z najbardziej skoncentrowanych na świecie. Ponad połowa wszystkich swapów walutowych i procentowych jest skoncentrowana w pięciu największych amerykańskich bankach.  Duża część pozostałej części światowego biznesu swapowego znajduje się w rękach mniejszej liczby banków brytyjskich, japońskich i unijnych. Na całym świecie nie więcej niż 20-30 największych banków zajmuje się tym. Klub swapów jest tak mały, że większość całego ruchu w swapach odbywa się między tymi instytucjami. Spowodowało to związanie międzynarodowych banków siecią zobowiązań. Zwiększyło ich wzajemną zależność. Banki te są jak grupa alpinistów połączonych działalnością swapową; jeśli któryś z nich wpadnie w szczelinę, istnieje niebezpieczeństwo, że pociągnie za sobą resztę.


Kiedy na początku lat 90-tych Zachód dotknęła recesja, pokusa spekulacji stała się nieodparta. Ponieważ niewielu klientów korporacyjnych chciało pożyczać pieniądze, zaczęli oni grać na rynkach finansowych swoimi własnymi pieniędzmi, aby utrzymać swoje zyski. Ponieważ instrumenty pochodne są kwintesencją narzędzi spekulacji, odgrywają one wiodącą rolę w działalności propriocepcyjnej banków. Stając się spekulantami, banki grają w bardziej niebezpieczną grę niż dotychczas.


Do tego dochodzi ryzyko operacyjne - niebezpieczeństwo, że bank tak naprawdę nie wie, co robi. Niewiele działań finansowych wiązało się z tak ogromnym ryzykiem operacyjnym jak handel instrumentami pochodnymi. Jednak podczas gdy zwykli menedżerowie funduszy inwestycyjnych i banków zmagają się ze złożonością hedgingu z różnym skutkiem, istnieje inny rodzaj menedżerów funduszy, dla których jest to kwestia samego życia. Są to fundusze hedgingowe, piraci finansowi, których działalność nie ma prawie nic wspólnego z hedgingiem, a których fundusze inwestycyjne pływają po morzu instrumentów pochodnych. Wiele z tych funduszy hedgingowych działa jako broń finansowa na usługach imperium Rockefellera i Rothschilda.


Kiedy fundusz hedgingowy upada (jak to się stało z LTCM w Nowym Jorku w 1998 roku), skutki są zniechęcające. I zawsze dzieje się to w środku jakiegoś większego wstrząsu na giełdzie. Jego aktywa zostałyby upłynnione w panice, powodując dalsze zakłócenia na rynku. Co gorsza, skutki tego zjawiska przeniosą się na sektor bankowy, ponieważ fundusze hedgingowe wykorzystują ogromne ilości kredytów bankowych jako jedno z głównych źródeł dźwigni finansowej. Obecnie dźwignia wielu czołowych funduszy hedgingowych wynosi 30:1. Faktem jest, że dwie największe grupy spekulantów na świecie - fundusze hedgingowe i banki - są ze sobą połączone jak bliźniaki syjamskie. Nieuniknionym faktem dotyczącym instrumentów pochodnych jest to, że pomagając ograniczyć ryzyko, zachęciły one również do bezprecedensowej spekulacji. Historia wskazuje, że spekulacja prędzej czy później prowadzi do katastrofy. Instrumenty pochodne zamieniły rynki finansowe w zaawansowane technologicznie, całodobowe kasyno.


Warren Buffet stwierdził kilka lat temu, że: "Instrumenty pochodne to broń masowego rażenia!".

 

Finanse: Instrumenty pochodne i implodujący system finansowy


Większość ludzi nie rozumie, czym są instrumenty pochodne.  W przeciwieństwie do akcji i obligacji, instrument pochodny nie jest inwestycją w coś rzeczywistego. Instrument pochodny jest raczej legalnym zakładem na przyszłą wartość lub wyniki czegoś innego. Tak jak można postawić na konia lub wynik meczu sportowego, finansiści w Londynie i Nowym Jorku robią wielomiliardowe zakłady na to, jak stopy procentowe, kursy walutowe i ceny akcji będą działać w przyszłości, lub na to, jakie instrumenty kredytowe będą prawdopodobnie niewypłacalne.


Finansowy instrument pochodny to instrument oparty na aktywach bazowych, takich jak akcje, obligacje, towary lub waluty, lub wywodzący się z takich aktywów. Ogólnie rzecz biorąc, jest to zobowiązanie do zakupu lub sprzedaży aktywów bazowych po uzgodnionej cenie i w ustalonym czasie w przyszłości. Ponieważ do zakupu takiego zobowiązania zazwyczaj wystarczy niewielka zaliczka (depozyt zabezpieczający lub premia), wszelkie zmiany wartości aktywów bazowych powyżej lub poniżej uzgodnionej ceny mogą przynieść ogromne zyski lub straty w stosunku do pierwotnej zaliczki.


Finansowe instrumenty pochodne rozrosły się z poziomu startu w późnych latach 80. do przemysłu o wartości 2-3 biliardów dolarów na rok 2022. Jest to ponad 30 razy więcej niż wynosi globalny produkt narodowy brutto (GNP), który wynosi około 75 bilionów dolarów. Mówimy o kwocie, która jest absolutnie oszałamiająca.


Jedno jest pewne: instrumenty pochodne przekształciły system finansowy. Nigdy wcześniej nie było tak łatwo przenosić pieniędzy z kraju do kraju i z rynku na rynek, ani przenosić ich tak szybko, ani podejmować tak dużego ryzyka w mgnieniu oka. Instrumenty pochodne zasadniczo zmieniły sposób funkcjonowania rynków. W ciągu niespełna 30 lat stały się one integralną częścią całej skomplikowanej struktury finansów międzynarodowych.


Instrumenty pochodne zostały wynalezione w celu ograniczenia lub zabezpieczenia ryzyka. W świecie handlu międzynarodowego, stale zmieniających się kursów walut, nieprzewidywalnych stóp procentowych i wahających się cen towarów, ryzyko nigdy nie wyglądało tak groźnie. Instrumenty pochodne umożliwiają firmie ustalenie z góry kosztów wymiany walutowej lub surowców, albo pożyczenie pieniędzy po niższej stopie procentowej. Dzięki nim przyszłość staje się bardziej przewidywalna. Jest to dobre dla biznesu i dla wszystkich innych. Jeśli masz kredyt hipoteczny, w którym stopa procentowa jest ograniczona, tak że nie wzrośnie powyżej pewnego poziomu, na przykład, jesteś właścicielem opcji kupna stopy procentowej: instrumentu pochodnego.


Instrumenty pochodne nie są złe same w sobie. Używane właściwie i mądrze, są niewątpliwą korzyścią. To właśnie wtedy, gdy są używane niewłaściwie i nierozważnie, stają się odpowiednikiem bomby. Pomyśl o pochodnych jak o naładowanym pistolecie. Możesz jej użyć w samoobronie lub do zabójstwa. Niestety, pokusa wykorzystania jej w tym drugim celu jest ogromna. Martwi to wielu ludzi z branży finansowej. Martwi ich rosnąca kruchość systemu finansowego, który stworzyli. Instrumenty pochodne stworzyły wzajemne powiązania między rynkami, które nie istniały jeszcze 30 lat temu; utkały międzynarodowe finanse w jeden fantastycznie ciasny i złożony gobelin, a jednak tkanina ta wydaje się cieńsza niż kiedykolwiek.


Były bankier centralny, który musiał zmierzyć się z rzeczywistością upadków banków i groźbą systemowej porażki finansowej, mówi: "instrumenty pochodne mogą potencjalnie doprowadzić do bezprecedensowej katastrofy finansowej".


To może się zdarzyć. Jeśli tak się stanie, to prawie na pewno w sposób, którego nikt nie przewidział. Może zostać wywołana przez nadzwyczajne wydarzenie, którego nikt w najśmielszych snach sobie nie wyobrażał. Ale bardziej prawdopodobne jest, że nie będzie to nic bardziej niezwykłego niż problemy, które regularnie pojawiają się na rynkach, tylko tym razem szczególny splot wydarzeń będzie tak niezwykły, tak nieoczekiwany, że skutki będą zabójcze. W czasach kryzysu system finansowy reaguje w sposób nieprzewidywalny. Im bardziej gwałtowny jest kryzys, tym gorsza może być jego trauma. Inwestorzy, zaskoczeni i chroniący swoje indywidualne interesy, będą reagować na wszystkie niewłaściwe sposoby; rządy i organy nadzoru finansowego będą zdezorientowane i sparaliżowane, być może popełniając błędy, które pogorszą sytuację; kryzys będzie rozprzestrzeniać się jak błyskawica po krajach i rynkach, szybciej niż ktokolwiek może to kontrolować, aż nagle lokalny problem stanie się globalną katastrofą.


Straty z tytułu instrumentów pochodnych


Ogromne straty na transakcjach stały się powszechne. Wymieńmy niektóre z tych strat:


  • W 1993 r. Feruzzi, włoski gigant spożywczy, stracił na instrumentach pochodnych 3 mld dolarów; niemiecka MG Group straciła 1,34 mld dolarów; malezyjski Bank Negara stracił 3 mld dolarów.
  • W 1994 roku różne fundusze hedgingowe, gminy i banki straciły 6 miliardów dolarów;
  • W 1995 roku Barings Bank splajtował ze stratami na instrumentach pochodnych w wysokości ponad 1 miliarda dolarów;
  • W 1996 r. Daiwa Bank stracił 1 mld dolarów, a jedna z największych firm handlowych, Sumitomo Corporation, straciła 1,7 mld dolarów na rynku miedzi;
  • W 1997 roku Yamaichi Securities, czwarty co do wielkości japoński bank inwestycyjny, zbankrutował z powodu strat na instrumentach pochodnych. Następnie UBS, jeden ze szwajcarskiej "Wielkiej Trójki" poniósł ogromne straty na instrumentach pochodnych i został zmuszony do połączenia się z innym szwajcarskim bankiem w celu ratowania szwajcarskiego i europejskiego systemu finansowego;
  • We wrześniu 1998 r. LTCM, bardzo duży fundusz hedgingowy z Nowego Jorku zbankrutował. Wybuchła dziura na 4 miliardy dolarów i prawie załamał się międzynarodowy system finansowy;
  • W październiku 2000 r. JP Morgan splajtował i został przejęty przez Chase Manhattan Bank;
  • W 2001 roku, to był Enron, i World Com;
  • W połowie lat 2000 włoska firma mleczarska Parmalat zbankrutowała z powodu ogromnych strat na instrumentach pochodnych;
  • Potem przyszedł rok 2008 - najpierw zbankrutował Lehman Bros, a po nim AIG i kilka innych.


Ale nie wszystkie takie błędy stają się publicznie znane. Jak wszyscy wiedzą, bankowość to w dużej mierze gra na zaufanie. Banki działają tylko tak długo, jak długo ich deponenci wierzą, że ich depozyty są bezpieczne, więc bankierzy uważają za swój obowiązek uspokojenie opinii publicznej, nawet jeśli oznacza to wprowadzenie jej w błąd. Opinia publiczna dowiaduje się o tym zazwyczaj dopiero wtedy, gdy bank ma bezpośrednie kłopoty.


To, że system finansowy nie pękł w 2008 roku, nie oznacza, że nieco większy wstrząs nie mógłby wywołać ostatecznego koszmaru finansowego - tego, co bankierzy nazywają ryzykiem systemowym - ponieważ jeśli możemy być pewni czegokolwiek na temat systemu finansowego, to tego, że coś w końcu pójdzie nie tak.


To nie jest kwestia tego, czy, ale kiedy. Te przeszłe erupcje finansowe są jedynie prekursorami spowodowanego odwróconą dźwignią finansową "wielkiego" rozpadu całego systemu finansowego w ciągu kilku dni lub godzin.


JP Morgan Chase


Aby podać przykład: JP Morgan Chase ma kapitał własny w wysokości 178 mld dolarów; aktywa (kredyty) w wysokości 2,1 bln dolarów. A księga instrumentów pochodnych wynosi 78,7 bln dolarów! Tak było na dzień 31 grudnia 2010 roku. Czyli 12 lat temu. Innymi słowy, jego kapitał własny jest równy .24% jego księgi instrumentów pochodnych. Strata równa zaledwie 0,25% portfela instrumentów pochodnych zniweczyłaby cały kapitał własny JP Morgan Chase! W przypadku innych dużych banków międzynarodowych wskaźniki są nieco lepsze.


Ten niewielki margines pomiędzy istnieniem a rozpadem jest dominującą cechą dzisiejszego międzynarodowego systemu finansowego i to właśnie przeraża finansistów, regulatorów i polityków. Jeden fałszywy ruch i poof! Wszystko się rozsypuje.


Aby zrozumieć naturę rynku instrumentów pochodnych, musimy opuścić świat matematyki i wejść w świat pasożytów.


Wyobraźmy sobie psa z bardzo złym przypadkiem pcheł, przy czym pies reprezentuje produktywny sektor gospodarki, a pchły najgorsze elementy na Wall Street. W latach 70. i 80. pchły zbudowały ogromne imperia handlowe, handlując ciałem i krwią psa. Pchły odniosły taki sukces, że niegdyś potężny pies zaczął dramatycznie słabnąć i nie produkował już wystarczająco dużo krwi, aby umożliwić pchłom kontynuowanie handlu w sposób, do którego się przyzwyczaiły.


Jako sprytne stworzenia, pchły wymyśliły rozwiązanie, które zadowoliło je wszystkie. Zaczęły handlować krwią w kontraktach terminowych. Ponieważ handlowali kontraktami terminowymi, a nie samym produktem, nie byli już ograniczeni ilością krwi, którą mogli wyssać z psa. Poziom handlu gwałtownie się rozszerzył, a pchły stały się bogate ponad ich najśmielsze oczekiwania. Aż do momentu, w którym pies umarł. To, w zasadzie, jest charakter dzisiejszych rynków instrumentów pochodnych, i globalnego systemu finansowego jako całości.


W nowym wspaniałym świecie instrumentów pochodnych wielkie banki wybuchały z pewną regularnością; krajobraz jest zaśmiecony detrytusem niepowodzeń związanych z instrumentami pochodnymi.


Podsumowując: ogromna masa wartości finansowych w gospodarce światowej ma postać odwróconej piramidy. Na dole piramidy mamy rzeczywistą produkcję dóbr materialnych. Powyżej znajduje się komercyjny handel towarami, oraz realne usługi. Powyżej mamy skomplikowaną, wzajemnie powiązaną strukturę zadłużenia, akcji, handlu walutami, towarowych kontraktów terminowych itd. Wreszcie na szczycie mamy instrumenty pochodne i inne formy czysto fikcyjnego kapitału. Ten dziwny obiekt rośnie w bardzo niezrównoważony sposób: górne warstwy - począwszy od instrumentów pochodnych - rosną znacznie szybciej niż dolne. Ale co się dzieje u bardzo cienkiej podstawy piramidy, która reprezentuje prawdziwą, fizyczną gospodarkę?


Właściwie to wcale nie rośnie. W rzeczywistości światowa gospodarka fizyczna znajduje się w stagnacji, a nawet spada od lat 70.  Patrząc na sytuację całego świata, możemy zauważyć, że udział produkcji fizycznej zasilającej rolnictwo, przemysł i infrastrukturę maleje. W tym samym czasie fikcyjny kapitał rośnie w coraz szybszym tempie.


To, co się dzieje, to fakt, że produktywna baza światowej gospodarki jest "wysysana na śmierć" przez bańkę finansową w kształcie piramidy. Najwyraźniej widać to na przykładzie efektu masowej akumulacji długów, która powoduje zamykanie gospodarstw rolnych i przemysłu, a nawet całych rządów. Cała bańka finansowa zależy, bezpośrednio i pośrednio, od wyciskania "coraz większych strumieni dochodów" z materialnej bazy światowej gospodarki - tego, co nazywa się gospodarką fizyczną. A ci bankierzy zrobią wszystko, by zwiększyć strumienie dochodów, lub stworzyć nowe poprzez prywatyzację, lub najechanie jakiegoś kraju i wykorzystanie jego zasobów.


Poniżej znajduje się słynny Wykres Potrójnej Krzywej (TRIPLE CURVE FUNCTION), którego autorem jest  sławy ekonomista Lyndon LaRouche Jnr. Aby uzyskać więcej informacji na ten temat ekonomii fizycznej, odwiedź stronę EIR, poprzez LaRouchepub.com.

Te trzy linie reprezentują proces monetarny (linia zielona);
proces finansowy (linia czerwona);
oraz proces gospodarki fizycznej mierzony na mieszkańca i na kilometr kwadratowy (linia niebieska).


Nacisk w tej konstrukcji został położony na kwestię względnych kierunków zmian relacji pomiędzy tymi trzema podmiotami.


W okresie po 2008 roku nastąpiło jakościowe przesunięcie kierunków tych trzech elementów, pomiędzy kontynuacją, a właściwie przyspieszeniem tempa hiperinflacyjnej ekspansji monetarnej, względem, po pierwsze, przyspieszającego załamania poziomu finansowego, a po drugie, przyspieszającego załamania poziomu fizycznego i związanego z nim poziomu zatrudnienia i produktywności siły roboczej.


Te trzy kierunki w gospodarce, nie tylko amerykańskiej, ale i światowej, wystarczają, aby określić istnienie obecnie trwającego ogólnego załamania-kryzysu, który załamuje się w każdej części gospodarki światowej, choć w nieco odmiennym tempie lokalnym w każdej i we wszystkich działach gospodarki światowej. Trwa to w coraz szybszym tempie od listopada 2008 roku, podczas gdy nic o jakiejkolwiek namacalnej skuteczności nie zostało zrobione, z tego co wiadomo, przez żaden rząd, czy ponadnarodową instytucję świata, aby to powstrzymać.


Oczywiście, ani Waszyngton, ani UE, ani narody Ameryki Środkowej i Południowej nie podjęły nawet najdrobniejszych kroków, aby zrobić cokolwiek z tym połączonym hiperinflacyjno-deflacyjnym kryzysem, ale każdy z nich odmówił nawet przyznania, że ten największy hiperinflacyjny kryzys w całej znanej historii świata w ogóle istnieje.

Jak widać z powyższych 3 trójkątów, 1975, 2000, 2022, żółta część reprezentuje instrumenty pochodne. Ten proces zabił produktywną gospodarkę - reprezentowaną na pomarańczowo.  Żółty to pchły, a pomarańczowy reprezentuje psa, czyli psa będącego fizyczną, produktywną gospodarką. Zachód przeszedł od gospodarki fizycznej do gospodarki wirtualnej. Wirtualne gospodarki nie są trwałe. Ta rażąca słabość zachodniego systemu finansowego spowodowała spadek marży zysku, zmuszając bankierów do ciągłego poszukiwania dodatkowych "strumieni dochodu", aby pokryć straty poniesione przez system finansowy. Doszło do tego, że fizyczna gospodarka nie jest w stanie wyżywić finansistów. Kiedy ten punkt zostanie osiągnięty, hiperinflacyjny system po prostu imploduje. Obecnie znajdujemy się na tym etapie.


Tymczasem w krajach globalnego Południa nie jest tak źle w porównaniu z kolektywnym Zachodem. Bogate w zasoby, obciążone mniejszym zadłużeniem, a teraz znów mogące oddychać, ich gospodarki są na trajektorii wzrostowej. Na Globalnym Południu produkcja przemysłowa jest silna, rolnictwo jest silne, długi są niskie, a siła robocza silna i wykształcona. Jeszcze lepiej, wartości moralne i duchowe są wysokie, i nie ma bzdur LBGT, transgender i WOKE(Przebudzenia). Raczej Globalne Południe ma COMMON SENSE(zdrowy rozsądek), racjonalność i LOGIKĘ.


Z tych powodów i więcej, Globalne Południe będzie znacznie lepszym miejscem do życia i wychowywania naszych rodzin. Rządy kolektywnego Zachodu odmawiają uznania obecnej sytuacji, być może na podstawie suwerennych roszczeń o niemocy. Czy w ten sposób chcą skazać ludzi z narodów tej planety na przedłużającą się nową ciemną erę, podczas której prawdopodobne jest, że obecny poziom populacji światowej gwałtownie spadnie, poprzez głód i epidemie, z obecnych 8 miliardów do dwóch lub mniej? W tym czasie, kiedy pogłębia się i przyspiesza początek ogólnoświatowego kryzysu w stylu reakcji łańcuchowej, który doprowadzi do załamania całego systemu, obywatele zbiorowego Zachodu będą strajkować, protestować, wszczynać zamieszki, plądrować i szaleć przeciwko swoim przywódcom i rządom. Jest to proces rozpadu, który już teraz jest na pełnym gazie i jeśli pozwoli się mu trwać, bez koniecznego odwrócenia obecnej polityki większości narodowych systemów finansowych jako całości, zniszczy zachodnią cywilizację, jaką znamy.


Przyniosło to korzyści jedynie wysoce skorumpowanym, zanieczyszczonym finansowymi instrumentami pochodnymi śmieciom, przede wszystkim społeczności finansistów-spekulantów z Wall Street i Londynu. W świetle tego faktu należało uznać, że cała światowa społeczność finansowa, a zwłaszcza Ameryka Północna i Europa, jest obecnie beznadziejnie zgniła finansowo. Z jej niebotyczną, już hiperinflacyjną masą bezwartościowych papierów spekulacyjnych, nie ma obecnie możliwości zapobieżenia temu, aby jakakolwiek część światowego systemu finansowego, która ma znaczące powiązania z północnoamerykańskim i europejskim systemem finansowo-monetarnym, popadła w załamanie w formie reakcji łańcuchowej na całej planecie. Niemal w momencie, gdy Stany Zjednoczone staną się oficjalnie ofiarą ogólnego stanu bankructwa USA, dojdzie do ogólnego, łańcuchowego załamania społeczeństwa całej planety, załamania spowodowanego pogrążeniem się planety, w stylu reakcji łańcuchowej, w większej katastrofie, tym razem na skalę globalną, niż czternastowieczny "nowy wiek ciemny", który wymazał około jednej trzeciej populacji Europy.


Kluczową kwestię, którą należy poruszyć, najlepiej widać na przykładzie uaktualnionej wersji funkcji trójkątnej. Od października 2008 roku, podczas gdy fizyczna produkcja gospodarki


nadal spada w przyspieszonym tempie, trwająca obecnie finansowa depresja w produkcji finansowej kontrastuje z aktualnością gwałtownie rosnącej hiperinflacyjnej stopy inflacji monetarnej, tworząc w ten sposób jednoczesne hiperinflacyjne/deflacyjne napięcie w stosunku agregatu pieniężnego do finansowego, że równocześnie fizyczna produkcja gospodarki spada teraz jeszcze bardziej w przyspieszonym tempie. To są właśnie odpowiednie symptomy nadchodzącego upadku całej gospodarki planety, tak długo jak długo kontynuowany będzie obecny system praktyki. Jedynie natychmiastowa ogólna reorganizacja upadłościowa może uratować cywilizację przed tym zbliżającym się w coraz szybszym tempie globalnym kryzysem. Konieczne jest wyeliminowanie czynnika pieniężnego poprzez reorganizację upadłościową prowadzoną przez rząd, przy jednoczesnym udzieleniu długoterminowego kredytu państwowego na finansowanie naprawy gospodarczej w pilnie potrzebne formy podstawowej infrastruktury gospodarczej, zwłaszcza infrastruktury fizycznej, oraz zwiększenie produktywnego zatrudnienia poprzez przeznaczenie tego kredytu państwowego na inwestycje w niezbędne formy podstawowej infrastruktury gospodarczej oraz branże związane z budową i wykorzystaniem tej infrastruktury.


Globalne wyzwanie


Istnieje specyficzny środek zaradczy, który jest obecnie absolutnie wymagany w przypadku tego rodzaju kryzysu. Kluczem do tego środka jest przywrócenie przez Stany Zjednoczone standardu Glass-Steagall; w przeciwnym razie rezultatem będzie forma chaosu, z którego nie należy oczekiwać w tym czasie uzdrowienia kraju.


Przywracając ten standard, w przypadku USA, i za pomocą skoordynowanych umów z Rosją, Chinami i Indiami, wśród innych współpracujących narodów, można było dokonać praktycznie natychmiastowego "cudu" anulowania wszystkich roszczeń finansowych, które nie spełniają odpowiednika standardów Glass-Steagall, i praktycznie zakończyć istnienie obecnie beznadziejnie zbankrutowanego systemu monetarnego, zwłaszcza fikcyjnych rynków instrumentów pochodnych.


Gdy tylko UE oderwie się od brytyjskiego imperialnego systemu "Euro", również te narody będą mogły dołączyć do reorganizacji światowego systemu wraz z USA, Rosją, Chinami, Indiami i innymi, w ramach zmiany z systemu monetarnego na światową sieć odpowiednio suwerennych, krajowych systemów kredytowych, tworzących globalny system kredytowy o stałym kursie wymiany. Rezultatem tego połączenia rozwoju byłby system, emitujący nowe krajowe kredyty-pożyczki w okresie półwiecza (i wymazujący z ksiąg ogromną masę "złego", fikcyjnego zadłużenia), służący szybkiej odbudowie gospodarki światowej poprzez duże przedsięwzięcia w zakresie budowy pilnie potrzebnej podstawowej infrastruktury gospodarczej, publicznej, wśród współpracujących narodów, uwolnionych od zła globalizacji, aby powrócić do praktyki bycia ponownie prawdziwie suwerennymi republikami narodowo-państwowymi.


Trudności ze zrozumieniem, zwłaszcza w Europie i wśród innych narodów uwięzionych w spuściźnie brytyjskiego globalnego imperialnego monetaryzmu, są przede wszystkim jego rezultatem. Kluczem do potrzebnej zmiany z beznadziejnie zrujnowanego systemu monetarnego na globalny zestaw systemów kredytowych o stałym kursie wymiany jest kwestia nauki, a nie zwykłej opinii, zwłaszcza w świetle szczególnego charakteru globalnego kryzysu, który stoi dziś przed całym, w dużej mierze "ogłupionym" i "źle wyedukowanym" światem. Uczenie ludzi CO mają myśleć, zamiast JAK mają myśleć, produkuje idiotów zamiast mądrych ludzi.


To prowadzi nas do kluczowej kwestii, która nie jest całkowicie nowa w historii cywilizowanego społeczeństwa, ale jest niezwykle pilną, natychmiastową kwestią, dzisiaj. Lekarstwem na ten kryzys jest bowiem uruchomienie takiego programu fundamentalnego postępu naukowego, który przeprowadziłby naszą planetę w ciągu najbliższych dziesięcioleci przez pewne, pilnie potrzebne, wielkie reformy w zasadach funkcjonowania całej gospodarki światowej.


To jest właśnie tło dla nawoływania przez Nowy Jork i Londyn do globalizacji i wolnego handlu. Kiedy narody na całym świecie podpisują się pod tą polityką, pozostawiają swoje gospodarki szeroko otwarte na łupienie przez te dwie sieci. Zarówno Londyn, jak i Nowy Jork desperacko próbują podtrzymać bańkę finansową i potrzebowały "otworzyć" gospodarki różnych narodów, aby ułatwić sobie grabienie tych gospodarek. Kiedy te narody stawiają opór, ich przywódcy są destabilizowani przez "polityczne skandale", lub co gorsza, kiedy cały naród sam jest skierowany do destabilizacji. Ameryka jest bardzo bliska bankructwa. Przetrwała tylko dzięki despotycznemu użyciu surowej siły politycznej, finansowej i militarnej, aby wymusić daninę od większości reszty już ograbionego świata. Świat pompował do USA około 3-5 miliardów dolarów dziennie, aby utrzymać Amerykę przy życiu. Teraz stał się bardzo zmęczony.


Obecny kryzys gospodarczy i finansowy nie jest czymś, co może się zdarzyć. Jest to coś, co już się dzieje. To, czego nie wiemy na tym etapie, to kiedy już istniejące, beznadziejne bankructwo systemu wybuchnie na ulicach - to czy nastąpi to jako pojedyncze wydarzenie, czy jako skumulowany efekt łańcuchowej serii kryzysów, odbijających się rykoszetem na całym świecie. Zawsze, gdy te dwie sieci uznają, że ich systemy ekonomiczne, finansowe i polityczne są zagrożone, reagują agresją. Innymi słowy, kiedy nie mogą kontrolować świata za pomocą swoich systemów finansowych i ekonomicznych, używają desperackiego działania Pięści, aby zniszczyć i zmiażdżyć każdego, kto mógłby stanąć im na drodze.


Znajdujemy się teraz w takim okresie. Mamy najgorszy kryzys finansowy i monetarny we współczesnej historii.  Podczas gdy elita finansowa ratuje się z rynków akcji, głupcy tacy jak my są namawiani do kupowania kolejnych akcji na tych samych rynkach.

Wszystkie największe grupy bankowe są technicznymi bankrutami. Sytuacja w Europie jest jeszcze gorsza. Z szacowanych na 40 bilionów euro kredytów w jej księgach, prawie 25%, czyli 10 bilionów, to kredyty "zagrożone". Pożyczki te nie mogą być spłacone przez europejskie banki. W sercu kartelu bankowego UE znajdują się banki kontrolowane przez Rothschildów. Wszystkie one, bez wyjątku, są spłukane. Z każdym dniem coraz głośniejsze stają się żądania oszczędności pochodzące od finansistów imperium anglo-amerykańskiego. Rządom na całym świecie mówi się, że muszą ciąć swoje budżety, obcinać usługi, niszczyć sieci bezpieczeństwa socjalnego i rzucać swoje populacje na pożarcie wilkom, a wszystko to w imię "odpowiedzialności fiskalnej". "Wszystkie dostępne zasoby muszą być skierowane do nas", krzyczą finansiści. "Potrzebujemy pieniędzy, a ludzie muszą radzić sobie sami!".


Kluczowym powodem wprowadzenia programu COVID było zmniejszenie zapotrzebowania na kredyty w sektorze prywatnym, aby system finansowy wykorzystał dostępne kredyty do podtrzymania swojego umierającego systemu. W tym samym czasie sieci finansistów, które wysuwają te nieludzkie żądania, kontynuują grabienie planety poprzez różnorodne jawne i ukryte programy ratunkowe, manipulacje walutowe, oszustwa związane z instrumentami pochodnymi i wojnę biologiczną - krótko mówiąc, ci świętoszkowaci i obłudni dranie kontynuują okradanie nas wszystkich - niszcząc podstawy naszego istnienia.


Jak wyjaśniono wcześniej, istnieją dwie finansowe sieci władzy w dzisiejszym świecie. Jedna z nich ma siedzibę w Nowym Jorku i jest kierowana przez rodzinę Rockefellerów. Druga ma siedzibę w Londynie i jest kierowana przez rodzinę Rothschildów. Banki na Wall Street, City of London i Szwajcaria są kanałami dla tych oligarchicznych rodzin oraz ich bogactwa i władzy. Reprezentują one drapieżny system, który istnieje dzięki utrzymywaniu ludzkości jako chłopów, których można grabić w miarę potrzeb i odrzucać na bok, gdy nie są już przydatni. Jest to twarz wroga. Pomimo bilionów dolarów pieniędzy na bailout od Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego, banki tych dwóch rodzin są nadal beznadziejnie spłukane. Stąd spektakl panów imperium okradających Globalne Południe na oślep, w nadziei wyssania ostatniego dolara z umierającego świata, zanim wszystko się zawali.


Sposobem na pokonanie tego bezprawnego imperialnego motłochu jest użycie siły państwa narodowego. Imperium, jako drapieżne zjawisko, zasadniczo działa zgodnie z prawem dżungli, gdzie silny zjada słabego. Przetrwa dzięki bestialstwu człowieka, uczynieniu go niewolnikiem swoich impulsów i zmysłów. Zasadniczo, przetrwa upewniając się, że jego poddani są zbyt głupi i pochłonięci sobą, aby skutecznie oprzeć się imperialnemu panowaniu. (Brzmi znajomo?). Zajmiemy się jednym z przykładów tego szaleństwa zwanego derywatami - instrumentami pochodnymi.


Rosyjska niewypłacalność i kryzys LTCM


Od 1991 roku, Rosja porusza się po finansowej ścieżce. Aby utrzymać finansowanie rosyjskiego rządu, Moskwa zaczęła emitować obligacje rządowe - znane jako obligacje GKO. Rosja nie była przygotowana na zmianę z komunizmu na kapitalizm, ponieważ przejście to nastąpiło dosłownie w ciągu jednej nocy. W rezultacie brakowało jej infrastruktury niezbędnej do ściągania podatków. Co więcej, większość firm w Rosji była państwowa, a większość z nich prowadziła działalność ze stratą. Pojęcie zysku nie istniało. Ponieważ nie pobierano wystarczającej ilości podatków, a rząd nie był w stanie dalej dotować strat w tych firmach, Moskwa była zmuszona pożyczać pieniądze.


W miarę pogarszania się sytuacji gospodarczej i finansowej Moskwa, aby nadal pożyczać pieniądze, była zmuszona oferować jeszcze wyższe stopy procentowe. Wraz z nadejściem kryzysu azjatyckiego w czerwcu 1997 roku oprocentowanie obligacji GKO sięgało 30%, a okresy zapadalności nie przekraczały jednego roku. Była to pozycja nie do utrzymania.


W międzyczasie, w Nowym Jorku, fundusz hedgingowy o nazwie Long Term Capital Management, lub LTCM, podmiot Rothschildów, prosperował w całym tym chaosie i wstrząsach. Stawiał on duże pieniądze na rentowność obligacji skarbowych USA oraz na obligacje GKO. Obstawiał, że rentowność obligacji GKO spadnie, podczas gdy rentowność amerykańskich obligacji skarbowych wzrośnie. 17 lipca był dniem czerwonej flagi dla rynków akcji. Ceny akcji zaczęły spadać, i to szybko. Gdy rynki na całym świecie załamały się, niszcząc waluty, pieniądze uciekły do bezpiecznych przystani w Nowym Jorku i do amerykańskich obligacji skarbowych, co spowodowało spadek rentowności. W Rosji, rentowność obligacji GKO wystrzeliła do 50%, z maksymalnie 30-dniowym terminem zapadalności.


17 sierpnia Rosja nie wywiązała się ze swoich obligacji GKO. Niewypłacalność Rosji miała poważne konsekwencje dla stabilności i wypłacalności wielu banków. LTCM musiał teraz zapłacić cenę za złe obstawianie. Na domiar złego, LTCM nie mógł wypłacić pieniędzy swoim kontrahentom. Było już oczywiste, że LTCM jest spłukany. Jego kapitał wynosił 4 miliardy dolarów, a księga instrumentów pochodnych 1,5 biliona dolarów - 375 razy więcej niż wynosiła jego baza kapitałowa! W tym momencie Rothschildowie zdali sobie sprawę, że popełnili ogromny błąd i zaczęli starać się ograniczyć szkody. Co więcej, upadek LTCM stworzył koszmarny problem w systemie płatności międzybankowych. System płatności międzybankowych jest arterią, przez którą przepływa płynność międzynarodowego systemu bankowego. Gdyby został zakłócony, wówczas system bankowy doznałby potężnego zawału. Aby uratować system przed załamaniem, Rezerwa Federalna wpompowała w niego ogromne ilości płynności. Zrobiono to po to, aby nie doszło do impasu. Gdyby tak się stało, świat wkroczyłby w nową, mroczną erę. Michel Camdessus, szef MFW, na prywatnym spotkaniu z francuskimi bankierami jakieś dwa lata później stwierdził, że gdyby doszło do drugiego upadku funduszu hedgingowego, to nic nie byłoby w stanie uratować międzynarodowego systemu finansowego. Powiedział: "Wpatrywaliśmy się w przepaść". Gdyby Fed i banki nie interweniowały w celu ochrony ekspozycji LTCM na instrumenty pochodne, LTCM następnego dnia nie wywiązałby się ze swoich zobowiązań, robiąc bilionową dziurę w rynkach instrumentów pochodnych i prawdopodobnie uruchamiając łańcuchową reakcję niewypłacalności, która mogłaby doprowadzić do upadku całego systemu finansowego. Podpowiedział to szef nowojorskiego oddziału Rezerwy Federalnej: "Gdyby LTCM został nagle postawiony w stan niewypłacalności, jego kontrahenci natychmiast "zamknęliby" swoje pozycje. Jednak gdyby wiele firm w pośpiechu zamykało jednocześnie transakcje o wartości setek miliardów dolarów, nie byłyby w stanie upłynnić zabezpieczeń lub utworzyć pozycji kompensacyjnych po dotychczasowych cenach. Rynki uległyby gwałtownym ruchom, a straty byłyby ogromne. Kilku miliardów dolarów strat mogli doświadczyć niektórzy z ponad 75 kontrahentów LTCM. W miarę rozprzestrzeniania się strat na innych uczestników rynku i kontrahentów LTCM, doprowadziłoby to do ogromnej niepewności co do tego, jak nisko przesuną się ceny, i istniało prawdopodobieństwo, że szereg kredytów i stóp procentowych przestałoby funkcjonować na okres 3 dni lub dłużej. To spowodowałoby błędne koło: utrata zaufania inwestorów, prowadząca do pośpiesznego wycofywania się z prywatnych kredytów, prowadząca do dalszych likwidacji pozycji, i tak dalej". W skrócie, reakcja łańcuchowa odwróconej dźwigni.


Za wszelką cenę trzeba było więc uratować LTCM. Ponieważ był to Nowy Jork, do akcji wkroczył król Ameryki, David Rockefeller. Zawarto umowę pomiędzy Davidem, a głową rodziny Rothschildów, Evelyn Rothschild. Istota umowy polegała na tym, że konsorcjum banków miało przejąć LTCM, zlikwidować jego zobowiązania wobec 75 kontrahentów i ostatecznie go zamknąć. Koszty pomocy wyniosły około 50 miliardów dolarów.


Straty giełdowe od 17 lipca do 20 września 1998 roku były następujące: - Brazylia - 121 mld USD, Japonia - 317 USD, Hong Kong - 30 mld USD, Niemcy - 165 mld USD, Rosja - 122 mld USD i USA - 2 biliony USD. To tylko próbka niektórych krajów i nie jest to całkowita lista. Od połowy lipca rynki giełdowe znalazły się w stanie swobodnego spadku. Większość głównych graczy na rynkach finansowych stawia swoje zakłady na marginesie, czyli za pożyczone pieniądze, znacznie zwiększając swoje potencjalne zyski dzięki dźwigni. Dopóki rynki rosną, dzięki dźwigni można zarobić ogromne sumy pieniędzy. Ale jest też odwrotnie. Kiedy rynki spadają, dźwignia idzie w odwrotnym kierunku, a straty rosną nawet szybciej niż zyski. Kiedy rynki spadają, gracze są często zmuszeni do sprzedaży aktywów ze stratą, aby spełnić wezwania do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego, a im więcej graczy jest zmuszonych do sprzedaży, tym szybciej ceny spadają, co z kolei wymusza więcej sprzedaży. Efekt tej odwrotnej dźwigni jest jeszcze większy na rynkach instrumentów pochodnych.


Pamiętaj, że rynkami rządzą chciwość i strach, a strach rządził rynkami w tym czasie.


Historia ta będzie kontynuowana w kolejnej części tego artykułu.


autor:


źródło:

https://behind-the-news.com/the-end-of-dollar-hegemony-part-2-of-a-4-part-series/


grafika okładki: Luo Jie | China Daily

Udostępnij ten artykuł

Nawigacja po wpisach

Leave a Reply

Skomentuj jako pierwszy(a)

Szczepionki COVID robią dokładnie to, do czego zostały stworzone

Zawsze pojawiają się stwierdzenia, że tzw. szczepienia zawiodą lub nic nie dadzą. Z mojego punk...

10 istotnych punktów ze szkicu "Traktatu Pandemicznego" WHO

Dziesięć rzeczy, które każdy powinien wiedzieć o proponowanym "Traktacie Pandemicznym" obecnie ...

Postępowanie wobec Włoskiej Agencji ds Leków

Miesiące temu prawnik zażądał od Aify dokumentów dotyczących bezpieczeństwa "preparatów" przeci...

Luka fiskalna - zmierzch "wieków postępu społecznego".

Wielu pracowników w rozwiniętych gospodarkach zbliża się do wieku emerytalnego, zwłaszcza w Jap...

Koniec hegemonii dolara - część 4

Co się stanie, jeśli ten system kredytu elektronicznego się załamie? Wtedy rzeczywiście mamy do...

Profesor Richard A. Werner o przyczynach kryzysu

Jaki jest związek z naszą obecną trudną sytuacją? Dlaczego doświadczamy inflacji? Czy można był...

Koniec hegemonii dolara - część 3

Aby dodać geopolitykę do finansów międzynarodowych, zróbmy kolejny przykład - krach giełdowy i ...

Zaprojektowany kryzys żywności i ubóstwa, by zabezpieczyć ciągłą dominację USA.

Widzimy obfitość żywności, ale ceny gwałtownie rosną. Problemem nie jest niedobór żywności, ale...

Najnowsze posty

Tags

Podążaj za nami